W dramatycznym zwrocie wydarzeń podczas E-Prix w São Paulo, Nyck de Vries znalazł się w centrum uwagi z zupełnie niewłaściwych powodów, biorąc pełną odpowiedzialność za szokujący zderzenie z jego kolegą z zespołu Mahindra, Edoardo Mortarą, już na pierwszym okrążeniu. To, co zaczęło się jako obiecujący początek sezonu, szybko przerodziło się w chaos, gdy de Vries, który wystartował z piątej pozycji, znalazł się w niebezpiecznej sytuacji za Mortarą, który zakwalifikował się na imponującym trzecim miejscu.
Oczekiwania były wyczuwalne, gdy obaj kierowcy Mahindra pokazali swoje umiejętności podczas treningów i kwalifikacji, co skłoniło fanów do wierzenia, że na horyzoncie zbliża się znaczący zysk punktowy. Jednak ta optymistyczna atmosfera szybko legła w gruzach, gdy wyścig się rozpoczął. Wyścig de Vriesa przyjął katastrofalny obrót, gdy „źle ocenił” swój punkt hamowania w pierwszym zakręcie, co doprowadziło do kolizji nie tylko z Mortarą, ale także z Danem Ticktumem z Cupra Kiro. Następstwa były brutalne: Ticktum doznał przebicia opony, co zrujnowało jego szanse, podczas gdy Mortara, choć miał szczęście, że uniknął poważnych uszkodzeń, musiał zmierzyć się z konsekwencjami incydentu.
Co zaskakujące, de Vries przeszedł bez kary za swoją rolę w tym chaosie, co wywołało niedowierzanie wielu osób. Tymczasem Mortara znalazł się po drugiej stronie, otrzymując pięciosekundową karę czasową za krytyczny błąd — nie zatrzymał się przed ponownym włączeniem się do toru po tym, jak został zmuszony do zjechania z niego, co jest surową zasadą egzekwowaną na torze w São Paulo. Jego zmagania nie zakończyły się na tym; później uderzył w ścianę po tym, jak został ściśnięty przez Lucasa di Grassiego z Loli, co oznaczało fatalny występ zespołu Mahindra.
Jeśli chodzi o de Vriesa, jego dzień był daleki od gładkiego. Po tym, jak sam doznał przebicia opony, został zmuszony do zjazdu do pit stopu w trakcie wyścigu, ale udało mu się wrócić na dziewiąte miejsce, wspierany przez późną czerwoną flagę, która wstrzymała wyścig. Holenderski kierowca szczerze reflektował nad chaotycznymi wydarzeniami podczas rozmowy z RacingNews365, wyrażając żal z powodu swojego kosztownego błędu. „Źle oceniłem punkt hamowania,” przyznał, wyraźnie odczuwając ciężar swoich działań.
De Vries nie wahał się wyrazić swojego frustracji z powodu straconej szansy na cenne punkty, stwierdzając: „Cóż, oczywiście zawsze jest to rozczarowujące, gdy się cofa i w pewnym sensie traci okazję. Więc tak, oczywiście, jestem rozczarowany i sfrustrowany tym. Po prostu źle to oceniłem, a to była moja wina. Naprawdę nie ma wiele więcej do powiedzenia.”
Gdy kurz opada po tym burzliwym początku sezonu Formuły E, zarówno de Vries, jak i Mortara muszą zastanowić się nad tym, co mogło być, ich nadzieje na silną kampanię wiszą teraz na włosku. Przy wysokich stawkach, fani będą z niecierpliwością czekać, jak obaj kierowcy zareagują w nadchodzących wyścigach, gdy odkupienie i zemsta wisi w powietrzu.


